Nissan NP 300

Całkiem kusząca opcja w podróż przez dziką Afrykę. Pod warunkiem że nie kończy się właśnie pora deszczowa, drogi przestały być już rzekami, a dziury w które planujesz wpaść są płytsze niż pół metra. Podczas naszej afrykańskiej podróży było właśnie tak. Na nasze szczęście konstrukcja NP 300 zakłada dużo zabawy z łopatą – nie nudziliśmy się więc kolejny raz odkopując auto z jakiejś dziury którą Land Rover przejechałby, w ogóle jej nie zauważając. Trzeba mu przyznać że dał radę 50 km przez wodę i nie umarł. Pokonał Makgadikgadi i nie umarł. Przejechał busz pustyni Kalahari i nie umarł. Przetrwał w Chobe i Delcie Okavango. A potem była jeszcze Zambia, Zimbabwe i Namibia. W sumie prawie 7 tysięcy km w Afrykańskiej głuszy. Wniosek jest jeden : Wolałbym mieć opryszczkę i okuleć na lewą nogę niż jeszcze raz wybrać Nissana kiedy dostępny jest Hi-Lux.

Komentowanie jest wyłączone